Trudny początek sezonu
Pszczelarze z dużą ostrożnością patrzą na tegoroczny sezon. Choć pszczoły rozpoczęły aktywność już w marcu, brak odpowiednich pożytków sprawił, że rozwój rodzin został zahamowany. W wielu regionach kraju owady nie miały dostępu do kwitnących roślin, przez co dochodziło nawet do rabunków między ulami.
Jak podkreślają przedstawiciele branży, obecny sezon od początku jest wyjątkowo wymagający. Niedobór opadów ogranicza rozwój roślin nektarodajnych, osłabiony rzepak produkuje mniej nektaru, a silny wiatr utrudnia pszczołom loty i powroty do uli. Dodatkowo poranne przymrozki niszczą kwiaty i zmniejszają ilość dostępnego pyłku.
Coraz mniej pożytków dla pszczół
Eksperci zwracają uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie pogody. Coraz większym wyzwaniem staje się również postępująca monokultura upraw, zanik dzikich łąk i miedz oraz presja chorób i pasożytów, takich jak warroza. Wszystko to sprawia, że pszczoły mają coraz krótsze „okna pożytkowe”, a wydajność uli systematycznie spada.
Jeszcze kilkanaście lat temu standardem było pozyskanie nawet 20–30 litrów miodu z jednego ula. Dziś w wielu pasiekach zbiory wynoszą zaledwie kilka litrów.
Dane przywoływane przez Polską Izbę Miodu pokazują, że choć liczba rodzin pszczelich w Polsce wzrosła w ostatniej dekadzie o około 85 proc. i wynosi obecnie około 2,4 mln, produkcja miodu utrzymuje się na podobnym poziomie – około 27 tys. ton rocznie.
Średnia wydajność jednej rodziny pszczelej w Polsce to około 11,6 kg miodu. Dla porównania w Niemczech jest to około 34 kg, a we Francji około 18 kg. Zdaniem ekspertów pokazuje to, że problemem nie jest brak pszczół, lecz pogarszające się warunki środowiskowe i ograniczona baza pokarmowa.
Dyskusja wokół ochrony zapylaczy
W ostatnich miesiącach pojawiła się także dyskusja dotycząca wpływu pszczoły miodnej na dzikie zapylacze. Część środowisk politycznych odebrała ją jako atak na pszczelarstwo, jednak eksperci podkreślają, że chodzi przede wszystkim o ochronę bioróżnorodności i racjonalne zarządzanie przestrzenią dla wszystkich zapylaczy.
Profesor Mirosław A. Michalski z Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu zwraca uwagę również na kwestie związane z handlem miodem i oceną jego jakości. Jak podkreśla, w ostatnich latach pojawiają się próby podważania jakości miodów dostępnych na polskim rynku poprzez stosowanie metod badawczych, które nie są powszechnie uznawane w Unii Europejskiej. Jego zdaniem kluczowe znaczenie mają transparentność i rzetelna certyfikacja produktów.
Polska nadal liczy się na rynku miodu
Mimo trudności Polska nadal pozostaje jednym z największych producentów miodu w Unii Europejskiej. Polskie miody – rzepakowe, lipowe, wielokwiatowe czy gryczane – cieszą się uznaniem zarówno w kraju, jak i za granicą.
Polska jest również ważnym uczestnikiem europejskiego rynku handlu miodem. W 2023 roku eksport wyniósł około 14 tys. ton. Najwięcej polskiego miodu trafiło do Niemiec, Włoch, Hiszpanii oraz Grecji.
Przedstawiciele Polskiej Izby Miodu podkreślają także, że import miodu nie powinien być postrzegany wyłącznie negatywnie. Produkty sprowadzane m.in. z Chin, Ukrainy czy Ameryki Południowej pozwalają uzupełniać krajową produkcję w latach słabszych zbiorów, stabilizować ceny oraz poszerzać ofertę dla konsumentów.
Przyszłość zależy od środowiska
Choć polskie pszczelarstwo nadal ma ogromny potencjał, branża coraz mocniej odczuwa skutki zmian klimatycznych i pogarszającej się kondycji środowiska. Wszystko wskazuje na to, że przyszłość rynku miodu będzie w dużej mierze zależeć od ochrony bioróżnorodności oraz poprawy warunków życia zapylaczy.










Napisz komentarz
Komentarze