środa, 28 stycznia 2026 10:20
Reklama
Reklama

Lobbowanie za prywatyzacją szpitala...

KOCIEWIE. Wybierzmy ścieżkę, nie czekajmy - restrukturyzacja poprawi funkcjonowanie tczewskiego szpitala – przekonuje dr Andrzej Jabłonowski (PO), kierownik NZOZ w Pelplinie.
Lobbowanie za prywatyzacją szpitala...
Rozmowa z dr Andrzejem Jabłonowskim (PO), przewodniczącym Komisji Zdrowia, Polityki Społecznej, Prorodzinnej i Promocji Rady Powiatu Tczewskiego, od 2000 r.  kierownikiem NZOZ w Pelplinie.

- Mógłby pan wyjaśnić dlaczego konieczne są przekształcenia własnościowe Zespołu Opieki Zdrowotnej w Tczewie?
- Po pierwsze szpital jest zadłużony, a po drugie nie ma możliwości pozyskiwania pieniędzy na jego rozwój. Obecnie jest to placówka na kontrakcie Narodowego Funduszu Zdrowia, która w zasadzie nie powinna świadczyć usług komercyjnych. Gdy dyr. ZOZ Janusz Boniecki zdecydował się przed laty na objęcie niektórych usług szpitala opłatami, podniosła się wielka wrzawa na całą Polskę i w efekcie nie można było się na to zgodzić. Szpitale prywatne mogą bez przeszkód świadczyć usługi komercyjne, są bardziej elastyczne i szybciej dostosowują się do potrzeb zdrowotnych. Mogą też sprzedawać swoje udziały i wchodzić w kooperację z różnymi inwestorami. Przykładem jest gdański SWISSMED. Szpital ten, mimo że jest całkowicie komercyjny, realizuje też bardzo duży kontrakt dla NFZ - usługi płatne i bezpłatne.

- Słowa „prywatyzacja” i „likwidacja” budzą obawy wielu osób. Jaki pana zdaniem powinien być końcowy efekt przekształceń tczewskiego ZOZ-u?
- Określenie „likwidacja” jest koniecznym określeniem prawnym. Aby móc zapoczątkować restrukturyzację, najpierw musi dojść do likwidacji dotychczasowego podmiotu, przejęcia jego majątku i przekazania go nowopowstałej firmie. Likwidacja nie polega jednak na zamknięciu szpitala i wyrzuceniu ludzi, ale na płynnym przejściu z jednej własności do drugiej. Będzie to nieodczuwalne dla personelu i pacjentów. Podobny proces przeszły już zakłady Podstawowej Opieki Zdrowotnej. W Tczewie nie ma już POZ-ów, które wyparły publiczno prywatne spółki - Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej. Myślę, że dzięki temu dostępność do usług jest lepsza niż przed laty. Chcemy by taki sam efekt przyniosła prywatyzacja szpitala w Tczewie. Ma on być takim Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej, który będzie mógł obok usług wynikających z kontraktu z NFZ, wykonywać także zadania komercyjne (np. na wypadek gdyby limit się wyczerpał). Osoba chcąca zapłacić za usługę, będzie miała możliwość skrócenia sobie ścieżki do niej prowadzącej. Nikt nie ma do nikogo pretensji, jeśli korzysta w ten sposób z NZOZ-ów i myślę, że podobnie będzie z komercyjnymi usługami szpitala. Poza tym zarząd spółki będzie mógł podejmować decyzję  dużo szybciej niż Rada Powiatu.

- Zawsze może być tak, że prywatna spółka nie poradzi sobie na rynku i będzie przynosiła długi...
- Długów nie będzie przynosił szpital wybudowany od podstaw, niezadłużony, mający od 8 do 10 podstawowych oddziałów, wyposażony w wysokiej klasy sprzęt. Taka placówka przynosi wręcz duże dochody. Póki co, Szpital Powiatowy w Tczewie należy do jednych z biedniejszych w woj. pomorskim. Trudno spodziewać się, że znajdzie się jakiś inwestor, który raptem włoży olbrzymie pieniądze, które przyniosą wielkie zyski! To czy szpital będzie miał dobre wyniki finansowe nie zależy od formy własności, czy nowa jednostka będzie funkcjonować jako sp. z.o.o. , spółka akcyjna  czy jakaś inna. Finansowanie zdrowia i tak jest w rękach NFZ. Kwestia spółki nie ma według mnie żadnego znaczenia – to tylko kwestia form prawnych i sposobu zarządzania szpitalem. Tczew powoli staje się sypialnią Trójmiasta – wystarczy spojrzeć jak rozwija się handel i budownictwo mieszkaniowe, niedługo konieczne będzie zapewnienie wielokierunkowej opieki zdrowotnej. Aż marzy się, by powstała wielooddziałowa specjalistyczna placówka, zapewniający opiekę podobną do tej jak w Kościerzynie i Chojnicach (niedawno wybudowane szpitale marszałkowskie).

- Dyrektor tczewskiego ZOZ Janusz Boniecki powiedział ostatnio: „Jeżeli wejdzie projekt rządowy, to sytuacja szpitala może być dużo gorsza”. Jak to rozumieć, skoro wiele środowisk liczy, że za ustawami pójdzie kwestia oddłużenia?
- Znamy pewne projekty i propozycje ustaw sejmowych. Od projektu ustawy do realizacji mija dość długi czas, nawet kilka miesięcy. Są różne informacje – jedna z nich mogłaby nas niepokoić. Nie będę jednak komentował przecieków z Sejmu, bo mogą być one już nieaktualne.

- Wystąpienie posła Jana Kulasa na ostatniej sesji wprawiło w konsternację radnych opozycji. Poseł stwierdził, że czekanie z decyzją byłoby złą metodą, ponieważ do uchwalenia ustaw długo jeszcze nie dojdzie. Zdaniem radnych było to jednym z powodów, dla których wstrzymali się od głosu w sprawie projektu, o którym mówimy.
- Gdybyśmy mieli czekać na konkretne ustawodawstwo, wytyczające konkretne kroki w takiej prywatyzacji, to musielibyśmy poczekać jeszcze wiele miesięcy. Nie jestem pewien czy Sejm zdąży to zrobić jeszcze w tym roku. Rok, to stanowczo za długo dla szpitala. Trzeba podjąć decyzję szybciej, palcówka musi zacząć działać ekonomiczniej. Powinna powstać spółka, która będzie działała elastyczniej. Obecnie na rynku usług zdrowotnych jest duża konkurencja ze strony zrestrukturyzowanych i sprywatyzowanych szpitali. Nie powinniśmy tracić czasu.

- Jak będą przedstawiały się udziały w nowej tczewskiej spółce zdrowotnej pomiędzy inwestorem, miastem i powiatem? Zgodnie z zapowiedziami wiceministra zdrowia Krzysztofa Grzegorka, według nowej wersji ustawy, samorządy decydujące się na przekształcenie ZOZ-ów w spółkę będą musiały zachować co najmniej 51 proc. udziałów.
- Myślę, że te sprawy będą dopiero przygotowywane przez zarząd. Dopiero po przyjęciu projektu uchwały na ostatniej sesji zarząd powiatu otrzymał zielone światło do działań restrukturyzacyjnych. Musi powstać podmiot, po to by mógł zbyć swoje udziały (część mienia, sprzętu), dopiero wtedy zaczną się rozmowy z konkretnymi współudziałowcami. Chcemy, by starostwo zachowało pewien pakiet, by móc nadal wpływać na działalność szpitala.  

- Co jeśli inwestor zapragnie przejąć dodatkowe kilka procent, by przejąć pełną kontrolę? Pojawiłoby się wówczas zagrożenie, że firma zapragnie realizować pomysły... niekoniecznie zdrowotne.
- Daj Boże, żeby inwestor zrobił coś z obecnym stanem, dobrze żeby realizował pomysły zdrowotne... Prowadzimy dyskusję na tematy zupełnie nieistotne. Służba zdrowia leży, a dostępność do usług zdrowotnych jest coraz gorsza. A my zajmujemy się rzeczami typu - jaka to będzie spółka! Wszelkie zdrowotne firmy na terenie woj. pomorskiego, a nawet szerzej Polski, przynoszą zyski i dostępność do świadczeń jest lepsza. Cieszmy się zatem, że znalazł się inwestor, który zechce przejąć tak zdekapitalizowaną placówkę. Zadłużenie ZOZ sprawiło, że było niewiele inwestycji w sprzęt. Wyjątkiem są ostatnie lata, ale jest jeszcze wiele do zrobienia. Inwestor mógłby to zmienić. Umowa jest podpisana, kontrakt z NFZ będzie realizowany w takiej samej - jeśli nie większej - skali. W wypadku świadczeń komercyjnych na pewno znajdzie się duża liczba chętnych, pragnąca z nich skorzystać. Pomyślmy o tych ludziach! Radni zgadzają się z tym, że obecny stan nie może dłużej istnieć i trzeba dać szansę szpitalowi, tym bardziej że mamy dyrektora angażującego się w restrukturyzację.

- Zanim przegłosowano uchwałę umożliwiającą rozpoczęcie przekształceń ZOZ, padały głosy, że ustawa jest źle przygotowana, naiwna w założeniach, a sami radni mają zbyt mało informacji, by podjąć decyzję tej wagi...
- Nie mam zastrzeżeń do uchwały, głosowałem za nią. W naszym kraju nie ma ustawodawstwa, które jednoznacznie określałoby sposoby restrukturyzacji szpitali. Każdy samorząd eksperymentuje, wybierając nową ścieżkę. Nie ma doskonałej recepty na te procesy. Myślę jednak, że zarząd powiatu upora się tym problemem. Moim zdaniem powinniśmy podjąć to ryzyko. Jeżeli tego nie zrobimy sytuacja naszej placówki będzie pogarszała się z roku na rok.

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Miłośnicy regionalnych przysmaków mogą już zapisywać datę w kalendarzu. W dniach 28 lutego – 1 marca 2026 roku odbędzie się druga edycja Festiwalu Smaków Regionalnych. Organizatorzy zapowiadają jeszcze więcej wystawców, nowych smaków i wyjątkowy klimat, który przyciągnie zarówno smakoszy, jak i całe rodziny.Po sukcesie pierwszej edycji Festiwal Smaków Regionalnych powraca w jeszcze większym wydaniu. Przez dwa dni odwiedzający będą mogli spotkać lokalnych producentów z różnych regionów Polski, spróbować tradycyjnych wyrobów oraz poznać historie kryjące się za ich recepturami.Na uczestników czekać będą m.in. sery, miody, pieczywo, wędliny i wiele innych regionalnych specjałów. Jak zapowiadają organizatorzy, w tym roku wydarzenie zostanie rozszerzone o nowe strefy tematyczne oraz większą przestrzeń wystawienniczą, co ma zapewnić jeszcze lepszy komfort zwiedzania i zakupów.– To wydarzenie dla wszystkich, którzy cenią dobrą, autentyczną kuchnię i produkty tworzone z pasją. Jedno jest pewne – nikt nie wyjdzie stąd głodny – zapowiadają organizatorzy.Festiwal Smaków Regionalnych to nie tylko okazja do zakupów, ale też do kulinarnej podróży po Polsce i spotkań z ludźmi, którzy stoją za wyjątkowymi produktami.Osoby zainteresowane udziałem w wydarzeniu mogą już teraz śledzić informacje organizatora w mediach społecznościowych i zaznaczyć swoją obecność na wydarzeniu, aby być na bieżąco z kolejnymi ogłoszeniami.Data rozpoczęcia wydarzenia: 28.02.2026
Reklama