Z jednej strony rolnik prowadzący wieloletnie gospodarstwo na wsi, z drugiej – sąsiedzi (często osoby, które sprowadziły się na wieś z miasta), którzy od około trzech lat zgłaszają problem zapachowy, wzywają kontrole i skierowali sprawę na drogę sądową. To kolejna sprawa w Polsce o tzw. uciążliwości na wsi powodowane rzekomo przez rolników.
Na wsi wiadomo, że „pachnie”
Obecnie przygotowane są przepisy, by nie było w takich przypadkach możliwości pozywania rolników przez osoby wyprowadzające się z miast na wieś.
Dodajmy, że rozprawa pana Janusza wzbudziła zainteresowanie mediów ogólnopolskich, w tym portalu branżowego. Absurdalność zarzutów powoda i liczba interwencji sanepidowskich, także wojewódzkiej inspekcji, sprawiły że na wizję lokalną wybrał się sędzia Andrzej Lubowiecki z Sądu Rejonowego w Tczewie.
Dodajmy, że sędzia Lubowiecki prowadził przewód sądowy (także prezes SR w Tczewie).
Jak czytamy na stronie Farmer.pl : „Rolnik oraz wspierające go organizacje rolnicze (np. Ruch Młodych Farmerów) wskazują, że hodowla była tam wcześniej, a rolnictwo wiąże się z naturalnymi zapachami wsi ("Wieś ma karmić, czy pachnieć?"). Podkreśla on, że ciągłe kontrole i pozwy są formą nękania i utrudniania prowadzenia gospodarstwa.” I tak rzeczywiście było w gospodarstwie dochodziło do kontroli za kontrolą.
Całej rozprawie przysłuchiwała się Kamila Wilczewska z Ruchu Narodowego Tczew, wspierając rolnika.
- Dla sądu ważna była postawa mieszkańców: sąsiadów pana Janusza oraz świadków – w zasadzie z całej gminy, bo sprawa odbiła się szerokim echem w społeczności lokalnej – mówi Kamila Wilczewska. - Także sędzia, który przewodniczył rozprawie sam na miejscu przekonał się, że odór z hodowli jest znikomy... Z kolei badania laboratoryjne nie wykazały przekroczenia „norm zapachowych”. Na ogłoszeniu wyroku był kolega rolnik pana Janusza i ja. Sąd nie brał pod uwagę publikacji medialnych, ale przyjrzał się uważnie innej, niedawnej rozprawie sądowej o podobnym charakterze. Myślę, że w całej sprawie mogło chodzić nie tyle o zapachy, a niestety o... pieniądze.
Będzie walka o odszkodowanie?
Sąd oddalił powództwo! Powód został również obciążony kosztami postępowania, które wyniosą około 5,5 tysiąca złotych, w tym kosztami oględzin. Jednak pan Janusz nie składa broni.
- Ta sprawa wiązała się dla mnie z dużym stresem. Dziś muszę zażywać tabletki na uspokojenie i być pod opieką lekarza – mówi pan Janusz z Piaseczna. - Podczas trwania rozprawy sądowej bałem się wychodzić z domu na podwórko. Cieszę się z wyroku sądu, bo dostrzeżono niedorzeczność takich oskarżeń, ale będę musiał porozmawiać z moim prawnikiem czy nie warto walczyć o odszkodowanie za te miesiące stresu i napiętnowywania mnie na tle całego kraju. Przegrana sprawa sprawiłaby, że nie miałbym z czego utrzymać się. Wówczas musiałbym zamknąć działalność. Ten młody mężczyzna zaczął mi wskazywać w jakich budynkach miałby prowadzić działalność?! Skończyłoby się na zmniejszeniu hodowli. Niech sam sobie zarabia mniej o 2 tys. zł lub więcej!
„Rolnik to nie problem!”
To ważne rozstrzygnięcie dla polskiej wsi. Rolnik nie może być z góry traktowany jak winny tylko dlatego, że prowadzi gospodarstwo, a jego praca wiąże się z naturalnymi uciążliwościami.
Rolnicy każdego dnia ciężko pracują, produkują żywność i dbają o bezpieczeństwo żywnościowe naszego kraju. Zasługują na szacunek i zrozumienie, a nie na nieuzasadnione roszczenia finansowe.
- Oczywiście wzajemny szacunek między mieszkańcami jest ważny, ale spory powinny być rozstrzygane na podstawie faktów i dowodów, a nie samych oczekiwań - podsumował Piotr Nabakowski z Ruchu Narodowego Tczew. - Rolnik to nie problem! Rolnik to człowiek, który swoją ciężką pracą zapewnia nam żywność. Szanujmy polską wieś i polskich gospodarzy! Dzisiejsze rozstrzygnięcie daje powód do satysfakcji. Dobrze, że sprawa została oceniona przez sąd na podstawie zgromadzonych dowodów.
Pana Janusza wsparli mieszkańcy gminy Gniew z burmistrzem Maciejem Czarneckim i sołtysem Piaseczna Krzysztofem Luchowskim. W sprawę zaangażowali się także radni miejscy Gniewa: Grzegorz Wasielewski i Andrzej Lorbiecki.
- Ten mężczyzna, który mnie pozwał mieszka niedaleko mnie. Jego rodzinny dom znajduje się ok. kilometr od mojego gospodarstwa – podsumowuje pan Janusz z Piaseczna. - On wprowadzając się dobrze wiedział jaką działalność prowadzę - hodowlę ok. 50 sztuk świń. Tym bardziej boli, że znam jego rodziców. Minęły trzy lata od czasu jak ich syn się wprowadził. Chyba żądał po prostu, abym żył pod jego dyktando! Był od początku wrogo nastawiono do mnie. W sądzie poza tym, że „śmierdzi” nie miał żadnych argumentów. Dodatkowym argumentem dla sądu był fakt, że 50 świń to nie uciążliwa hodowla przemysłowa np. Na 200 sztuk lub więcej. Po przegranej sprawie powód nie przeprosił mnie. Każdy rozszedł się bez słowa.
Wawrzyniec Mocny
Fot. Nadesłane do redakcji

Napisz komentarz
Komentarze