wtorek, 27 stycznia 2026 14:33
Reklama
Reklama

Lekarstwo na emeryturę

Leszek Pękala, pasjonat pszczelarstwa z 57 letnim doświadczeniem. Niedawno odkrył w sobie kolejne powołanie- winiarstwo. Które zajęcie jest bardziej czasochłonne? Czy jedno z nich jest bliższe sercu gospodarza?
Lekarstwo na emeryturę

Całe życie z pszczołami

Jak sam powtarza, pan Leszek nie od razu odnalazł w sobie miłość do pszczół. Kiedy pierwszy raz usłyszał, że ma się zająć opieką nad ulami, nie przejawiał entuzjazmu. „W 1962 roku zmarł ojciec mojego szwagra. Był dyrektorem szkoły podstawowej we Wrzeszczu i miał pszczoły. Z wymogu nowego dyrektora trzeba było zabrać pszczoły ze szkolnego dziedzińca. Jedyne miejsce, do którego można było je przewieźć, to było podwórko Pękalów. Rodzice się zgodzili, a mama mi powiedziała „Leszek, ty będziesz się zajmować pszczołami.” Absolutnie odmawiałem.” I tak pieczę nad ulami przejął zaprzyjaźniony sąsiad rodziny, któremu młody Pękala nie chciał towarzyszyć w nowych obowiązkach. Ze względu na stan starych uli, za zgodą ojca Leszka, postanowiono wymienić je na nowe. Jedyną czynnością, w jakiej zgodził się uczestniczyć młody Pękala było wyniesienie i spalenie starych uli. Jak się potem okazało, ta decyzja odmieniła całe jego życie….

 

Miłość od (nie)pierwszego wejrzenia

Jest to chyba jedyny przypadek w Polsce zajmowania się pszczelarstwem w ten sposób.” Mówi pszczelarz, wspominając wyjątkowy, nietypowy początek swojej życiowej pasji. „Ja pomogłem tylko przenieść te stare ule, które miały zostać spalone. Szczęście, że nie spaliłem tych uli w całości, tylko zacząłem je rozbierać. W każdym ulu była skrytka. Te ule były punktem dowodzenia Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej w Bieszczadach. Pan Franciszek Rospond, na którego zapadł wyrok śmierci w 1945 roku, jako działacz AK uciekał przez Polskę. Zostawiał meble, zostawiał inny sprzęt, ale ule zabierał. Tak dotarły one do Gdańska. Kiedy zobaczyłem co tam jest i jak pożyteczne są pszczoły, nastąpił przekręt, stwierdziłem, że pszczołami należy się zająć.”

 

Prowadzenie pasieki na przestrzeli lat

Nie da się ukryć, że Leszek Pękala dorastał z pszczołami, a wraz z nim technologia całego rolnictwa. Zapytany o to, czy ze względu na udogodnienia, jakie niesie za sobą rozwój techniczny i dostęp do wygodnego sprzętu, łatwiejsze jest pozyskiwanie dobrego miodu dziś, niż kilkadziesiąt lat temu. „Kiedyś było więcej pożytków. Nie stosowano pestycydów. Są to niesamowicie silne, trujące substancje. Pół litra substancji wlanego do 1 kilometra sześciennego wody, tworzy roztwór paraliżujący dla układu nerwowego owadów. Teraz jest więcej wiedzy, ale łatwiej było pozyskiwać miód wysokiej jakości kiedyś, w latach 50.”

 

Jaki jest miód kaszubski?

Jak twierdzi pszczelarz, miód różni się od tego, gdzie postawione zostają ule, a im cięższe warunki do pozyskiwania złotego płynu, tym jest lepszy i bardziej wartościowy w swoich składnikach. „Zanim osiadłem tutaj, przez przeszło 30 lat, prowadziłem pasiekę koło Kartuz nad jeziorem, miałem tam domek letniskowy. Zawsze dziwiłem się, że z pozyskanego nektaru pszczoły robiły miód, a on nigdy nie spełniał normy. Norma mówi, że w miodzie może być maksymalnie 20% wody, a uzyskiwane tam miały 21%, 22% wody. Zawsze były jakby nie dosuszone przez pszczoły. Dopiero badania zrobione na Politechnice dowiodły, dlaczego pszczoły nie dosuszają tego miodu. Ilość enzymów wrzuconych do tego miodu była wystarczająca do tego, aby nie fermentował.

Z jakich kwiatów miód jest najlepszy? Nie ma takiego określenia. Nie ma miodów z jednych kwiatów.”

 

Największy pszczelarski sukces

Mówiąc o pracy w pasiece, mimo długiego stażu, Leszek Pękala używa stwierdzenia „eksperyment”, którego ciągle dogląda i się uczy. To, co uznał za sukces swojego pszczelarskiego życia, jest możliwością dzielenia się z nowicjuszami swoją wiedzą, umiejętnościami oraz doświadczeniem. „Udało mi się namówić dyrektora Technikum Rolniczego w Bolesławowie, żeby zorganizować w Polsce Północnej naukę pszczelarstwa. Tylko dzięki jego determinacji i upartości, udało się przekonać w ministerstwie rolnictwa, w powiecie i w kuratorium. Pozyskał na to środki, uzyskał błogosławieństwo. Dzięki temu możemy uczyć pszczelarstwa wszystkich śmiertelników. Inne rzeczy nadal są eksperymentami. Mam parę pszczelarskich patentów, wprowadziłem trochę technologii do pszczelarstwa.”

 

Kto tu dowodzi?

Pszczoły są wyjątkowym zjawiskiem. Od 80 milionów lat pszczoły w niezmienionej formie żyją. Człowiek, od kiedy zaczął chodzić na czworaka, jest notowany od 10 milionów lat. Możemy tylko od pszczół się uczyć.”- Twierdzi pan Leszek, dodając z fascynacją -„Są niesamowite, zaskakujące. Tak jak zajmuję się nimi 57 lat, to nie było roku, który by się powtórzył. Co roku człowiek sobie wyznacza, co będzie robił, a pszczoły i tak postąpią po swojemu i przechytrzą pszczelarza.”

 

Młodszy eksperyment

Pan Leszek 5 lat temu odkrył w sobie kolejne powołanie. Postanowił zgłębiać wiedzę na temat wina. Założył własną winnicę, w której dojrzewają trunki z winogron, również dojrzewających pod okiem gospodarza. „Mam ponad 1000 krzaków winogron. 14 odmian. W tej chwili selekcjonuję, te które są mało odporne na nasz klimat i ulegają wielu chorobą eliminuję. Już 2 gatunki usunąłem z moich winogron. Sprowadzam sadzonki z południa Polski, z polskich winnic.” To zajęcie również nazywa eksperymentem, zaznaczając, że sprawia mu to wiele radości.

 

Posłaniec Bachusa, czy Świętego Ambrożego?

O obu zajęciach Leszek Pękala wypowiada się z wielką pasją i błyskiem o oku. Zapytany o to, któremu z zajęć bardziej się oddaje odpowiedział: „Wydaje mi się, że pszczoły wymagają więcej zachodu. Są bardziej czasochłonne. Może z czasem, gdy będę miał winnicę 50 lat, stwierdzę, że wino wymaga więcej czasu.” Rozmawiając o patronach pszczelarzy oraz winiarzy nie potrzebował czasu do namysłu. Od razu z uśmiechem stwierdził: „Dużo więcej problemów jest z pszczołami i na pewno św. Ambroży więcej się mną opiekuje, niż Bachus, który towarzyszy w dobrej zabawie.”

 

Kończąc rozmowę, Pan Leszek pięknie spuentował motywację swojego samorozwoju: „Dopóki człowiek eksperymentuje, dopóty się rozwija. Dopóki się rozwija, dopóty jest potrzebny.”

 

(PS)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Miłośnicy regionalnych przysmaków mogą już zapisywać datę w kalendarzu. W dniach 28 lutego – 1 marca 2026 roku odbędzie się druga edycja Festiwalu Smaków Regionalnych. Organizatorzy zapowiadają jeszcze więcej wystawców, nowych smaków i wyjątkowy klimat, który przyciągnie zarówno smakoszy, jak i całe rodziny.Po sukcesie pierwszej edycji Festiwal Smaków Regionalnych powraca w jeszcze większym wydaniu. Przez dwa dni odwiedzający będą mogli spotkać lokalnych producentów z różnych regionów Polski, spróbować tradycyjnych wyrobów oraz poznać historie kryjące się za ich recepturami.Na uczestników czekać będą m.in. sery, miody, pieczywo, wędliny i wiele innych regionalnych specjałów. Jak zapowiadają organizatorzy, w tym roku wydarzenie zostanie rozszerzone o nowe strefy tematyczne oraz większą przestrzeń wystawienniczą, co ma zapewnić jeszcze lepszy komfort zwiedzania i zakupów.– To wydarzenie dla wszystkich, którzy cenią dobrą, autentyczną kuchnię i produkty tworzone z pasją. Jedno jest pewne – nikt nie wyjdzie stąd głodny – zapowiadają organizatorzy.Festiwal Smaków Regionalnych to nie tylko okazja do zakupów, ale też do kulinarnej podróży po Polsce i spotkań z ludźmi, którzy stoją za wyjątkowymi produktami.Osoby zainteresowane udziałem w wydarzeniu mogą już teraz śledzić informacje organizatora w mediach społecznościowych i zaznaczyć swoją obecność na wydarzeniu, aby być na bieżąco z kolejnymi ogłoszeniami.Data rozpoczęcia wydarzenia: 28.02.2026
Reklama