sobota, 11 kwietnia 2026 12:09
Reklama

Wyjaśniamy tajemnice tczewskiego września

1 września 1939 r. o godz. 4:34 Tczew został zaatakowany przez bombowce Luftwaffe. Po półtorej godziny Wojsko Polskie wysadziło oba mosty i wieczorem tego samego dnia wycofało się z miasta. Tak w telegraficznym skrócie wyglądał początek wojny w Tczewie, ale mimo upływu 75 lat od tych zdarzeń wciąż kilka kwestii związanych z tczewskim wrześniem pozostało niewyjaśnionych.
Wyjaśniamy tajemnice tczewskiego września

Niemiecki plan ataku na Tczew zakładał opanowanie nieuszkodzonych mostów przez Wisłę, co miało zapewnić możliwość szybkiego przerzucenia sił do Prus Wschodnich. Niemcy wiedzieli o ich zaminowaniu, wyznaczyli więc pilotom bombowców nurkujących zadanie zniszczenia stacji odpalania ładunków wybuchowych i kabli prowadzących do komór minerskich na filarach. Same obiekty miały zostać zajęte z zaskoczenia poprzez niespodziewany atak żołnierzy ukrytych w przejętym polskim pociągu towarowym. W nocy z 31 sierpnia na 1 września planowany był pociąg tranzytowy nr 963, który według obowiązującego prawa międzynarodowego miał być prowadzony przez polską załogę. Po przybyciu do Malborka została ona aresztowana, a parowóz obsadzony niemieckimi kolejarzami w polskich mundurach. Podczepiono do składu wagony towarowe, w których ukryli się saperzy. O 4 rano wyruszył on w drogę, realizując plan „Dirschau".

Czy Polacy wysadzili swoich żołnierzy?

O godz. 4:26 przeznaczone do precyzyjnego bombardowania bombowce nurkujące Junkers 87B-1 "Stuka" wystartowały z lotniska w Elblągu. Doleciały nad Tczew o 4:34 (lub 4:37 według innych źródeł) i rozpoczęły nalot okolic dworca. Nieco później zbombardowano również koszary. Już w trakcie nalotu, o godz. 4:42, do mostu podjechał pociąg nr 963. Niemcy, nie mogąc wjechać na most, wybiegli z wagonów i rozpoczęli atak. Polska obrona dowodzona przez ppor. Walentego Faterkowskiego otworzyła ogień, skutecznie powstrzymując napastników. W tym czasie polscy saperzy na drugim brzegu Wisły naprawiali zerwane kable prowadzące do komór minerskich. O godz. 5:18 w okolice mostu podjechał niemiecki pociąg pancerny, który został znacznie opóźniony poprzez wcześniejszy wjazd na ślepy tor za sprawą kolejarzy z Szymankowa. Otworzył ogień ze swoich dział i karabinów, niszcząc jeden z polskich cekaemów. Do kolejnego ataku poderwała się niemiecka piechota, jednak i ona załamała się w celnym ogniu polskich żołnierzy. Wydano rozkaz odwrotu ze wschodniego przyczółku. Ostatni żołnierze, wycofując się pod osłoną gęstej kratownicy, dotarli na zachodni kraniec mostu przed godziną 6 rano.

Około 6.10 por. Norbert Juchtman wykonał rozkaz i wysadził wschodni przyczółek mostu wraz ze starą bramą wjazdową, a pół godziny później wysadzono filar nurtowy i zachodni przyczółek. Po zakończeniu walk niemiecki oficer walczący na wschodnim brzegu Wisły miał rzekomo widzieć wysadzenie przyczółku wraz z żołnierzami w środku. Rewelacje te po wojnie rozwiewał dowódca polski ppłk. Janik: "Fakt, że na przyczółku wschodnim pozostawili wycofujący się obrońcy kilku zabitych, rower i motocykl, Niemcy wykorzystali w swojej propagandzie, twierdząc, że Polacy wysadzili most razem z jego załogą - co oczywiście było absolutnym kłamstwem". Najprawdopodobniej to właśnie wysadzenie przyczółku wraz z ciałami martwych żołnierzy niemiecki oficer wziął za wysadzenie żywych obrońców mostu.

Dlaczego artyleria nie strzela?

Wsparcie natarcia wojsk niemieckich zapewniała artyleria zgromadzona na wschodnim brzegu Wisły (4 działa piechoty 75 mm) oraz kilka baterii dział 75 mm i 105 mm w okolicach Miłobądza. Polacy mogli im przeciwstawić jedynie pluton artylerii uzbrojony w 2 armaty wz. 1902 kalibru 76,2 mm. Działa tego typu znalazły się na uzbrojeniu Wojska Polskiego w spadku po armii carskiej i jako zdobycz na bolszewikach w latach 20 tych. Z racji nietypowego kalibru postanowiono je przekalibrować do standardowego wymiaru 75 mm. Do wybuchu wojny na stanie polskiej armii pozostało jedynie 89 dział do przerobienia. Niestety dwa z nich były na wyposażeniu tczewskiego batalionu. W trakcie bitwy okazało się, że brakuje do nich amunicji. Prawdopodobnie nasi artylerzyści oddali próbne strzały, ale prowadzenie ognia nieodpowiednią amunicją było bardzo niebezpiecznie i mogło doprowadzić do eksplozji działa. Jak mogło dojść do takiego zaniedbania nie sposób dziś ustalić, ale brak odpowiedniej amunicji wyłączył nasze działa z walki.

Zaginiony oddział

Sporadycznie wspomina się wkład w obronę Tczewa, który wniosła 2 Kompania Obrony Narodowej  w ogromnej większości złożona z mieszkańców Tczewa. Zebrania dotychczasowej wiedzy na jej temat podjął się dr Michał Kargul. W artykule opublikowanym w 6 numerze „Tek Kociewskich” przedstawił swoje ustalenia. Obrona Narodowa powstała jako uzupełnienie wojska regularnego. Składała się z lokalnych szeregowych, którzy z różnych względów nie podlegali mobilizacji, a dzięki znajomości terenu mieli za zadanie na wypadek wojny ochronę ważnych celów strategicznych przed dywersją i osłonę mobilizacji. Uzbrojenie, słabsze od jednostek liniowych, było adekwatne do realizacji tego zadania. Tczewska kompania podlegała pod batalion ON w Starogardzie Gdańskim, jej dowódcą był kpt. Juliusz Tarnawski. Została ona zmobilizowana 24 sierpnia i skoszarowana w budynku dzisiejszego I LO. Jej stan osobowy stanowiło ponad 200 żołnierzy. Według pierwotnych planów miała dozorować brzeg Wisły, ale 1 września została wysłana do innych zadań.

Jak wspominał żołnierz 2 kompani ON Jan Mrozek, po bombardowaniu żołnierze kompani wymaszerowali w okolice Rokitek. Ze swego stanowiska obserwacyjnego zauważył kolumnę samochodów nadjeżdżającą od wsi Dąbrówka. Zostały one ostrzelane przez pluton 2 Batalionu Strzelców broniący pozycji na skraju dworca kolejowego we wsi Suchostrzygi. Kolumna niemiecka była powstrzymana do godz. 10. Potem hitlerowcy wzmocnili atak. „(...) Około godziny 11-tej w nasze pozycje zaczęła się wstrzeliwać zza Wisły ciężka artyleria niemiecka. W kompanii padali pierwsi ranni - strzelcy Przybył i Zander. Ten ostatni otrzymał całą serię z broni maszynowej. Ranny został także ppor. Jan Cybula. Po chwili na polu został trafiony w nogę dowódca 2 plutonu.(...)".

Nie zdały egzaminu służby sanitarne. Dwaj sanitariusze, którzy odprowadzili rannego żołnierza do szpitala, już nie wrócili i pozostałych rannych uratował cywil, dr Cymbrowski, który pomimo ostrzału umieścił ich na swoim powozie i zawiózł do szpitala. Walka ulegała natężeniu. „(...) Po południu nadleciało kilka sztukasów, które zaatakowały z powietrza nasze pozycje. Zaczęło się piekło, bo znaleźliśmy się w potrójnym ogniu. Z przodu nękała nas kolumna nacierających Niemców, z tyłu zza Wisły waliła artyleria i z góry te sztukasy. Posiłki nie nadciągały, a nasza artyleria milczała - zrozumieliśmy, że jej po prostu nie ma. Około godz. 15 ppor. Ostrowski zameldował dowództwu, że trudno mu utrzymać pozycję. W odpowiedzi otrzymał wyraźny rozkaz do wycofania się. Pozycję utrzymaliśmy aż do wieczora (...)". Po zapadnięciu ciemności 2 Kompania Obrony Narodowej wycofała się przez Gniszewo i Waćmierek do Swarożyna.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

05.09.2014 13:16
bardzo przykre piasnie w opcji plagitu .Znamy to w rzczywistej formie z podpisanymi autorami i ludzmi z tego czasu. Brbarzynskie metody pisania o historii.Napisali o tym fachowcy dawno a nie dzieci z brudnej piaskownicy.

05.09.2014 12:32
owszem pisnie o tm wydarzeniu JEST konieczne ale DAWNY TCZEW to na aut GDZIE JEST AUTOR TEGO TEKSTU NAMIARY co zaufany ukryty powagi i szacunjku dla pomordowanych a nie w formie basni pisanie. co boli prawda cenzora !!!!!!!

Reklama
Mama na obrotach w nowym programie „Niezły bajzel” – stand-up Mama na obrotach w nowym programie „Niezły bajzel” – stand-up Mama Na Obrotach wraz z życiową metamorfozą ogłasza nowy trzeci program stand-up pt. "Niezły Bajzel", z którym odwiedzi całą Polskę!  "Moje życie jest naprawdę na obrotach, a w głowie kłębią się dziesiątki różnych przezabawnych wspomnień i pomysłów. Początkowo w tym programie chciałam się skupić na moim Starym, ale historii jest tyle, że wyszedł... Niezły bajzel. Spodziewajcie się turbo dużej dawki śmiechu!" - przekazuje stand-uperka, która na scenę wkroczyła w 2023 roku podbijając internet śmiesznymi filmikami. Życie to nie bajka, tylko niekończący się kabaret. Zakupy kończą się pontonem w salonie, w kolejce do lekarza zdążysz poznać pół miasta, a rodzinne rady bywają tak "mądre", że lepiej ich nie sprawdzać w praktyce."Niezły Bajzel" to ponad godzina niepowtarzalnego humoru, energii i szczerości, w której codzienny bałagan zamienia się w najlepszą terapię śmiechem. To wszystko w stylu, który publiczność Matki Na Obrotach kocha najbardziej - prawdziwie, głośno i bez filtra! Uwaga: po tym występie możesz już nigdy nie spojrzeć tak samo na zakupy, lekarza... ani na własnego starego i szwagra.Wstęp na występy dla osób pełnoletnich lub powyżej 15 lat z obecnością rodzina/opiekuna.Osoby poniżej 15 roku życia nie będą wpuszczane. Podczas występu padają wulgaryzmy.Obowiązuje całkowity zakaz nagrywania wideo i robienia zdjęć.  Mama na obrotach w nowym programie „Niezły bajzel” – stand-up16 kwietnia 2026 godz. 19.00Sala widowiskowa CKiS, ul. Wyszyńskiego 10, TczewBilety: 98 zł + opłata serwisowa dostępne TYLKO na kupbilecik.plData rozpoczęcia wydarzenia: 16.04.2026 19:00 – Data zakończenia wydarzenia: 16.04.2026 21:00
Reklama
Reklama