niedziela, 1 listopada 2026 23:17
Reklama

Nie ma porozumienia związkowców z pracodawcami

TCZEW. – Rzeczywiście sytuacja na rynku pracy nie jest normalna – mówi Marek Nagórski "Solidarności". - Skoro ktoś obiecuje i jest przekonany, że gospodarka kraju się poprawi, to rozumiem, że mam prawo oczekiwać rzeczywistej poprawy. Stąd też więcej zbiorowych sporów w ostatnim czasie.
Nie ma porozumienia związkowców z pracodawcami
Spada bezrobocie, rośnie PKB na jednego mieszkańca, a związki zawodowe szykują oręż do walki z pracodawcami. Zwiększona w ostatnim czasie aktywność związkowców – także w Tczewie - to m.in. efekt zmian sytuacji gospodarczej Polski. Wraz z rozwojem kraju rosną płacowe apetyty pracowników. Czy wraz nimi pęcznieją ich portfele? W małych firmach dochodzą oni swoich roszczeń indywidualnie. W dużych z reguły robią to za nich związki zawodowe.

Chociaż nie wszyscy Polacy to odczuwają, gospodarcza arytmetyka „wie swoje”. Jest coraz więcej ofert pracy. Wszędzie, gdzie nie dotarł  „finansowy zastrzyk” na pewno dotarły wieści o rozwoju ekonomicznym i obietnicach polityków. Jak twierdzą związkowcy, są to miejsca, w których rozwój to... jedynie rosnące słupki na ekranach telewizorów.

2300 związkowców
Powiat tczewski, którego granice stanowią obszar działalności NSZZ „Solidarność”, skupia 21 zakładowych organizacji związkowych. W sumie daje to liczbę 2300 zrzeszonych członków. Marek Nagórski, od 16 lat przewodniczący oddziału „Solidarności” w Tczewie, dokonuje analizy ostatnich lat działalności związku. Podkreśla, że najpoważniejsze spory pomiędzy związkowcami a pracodawcami wybuchły ostatnio.
– Rzeczywiście sytuacja na rynku pracy nie jest normalna – mówi Marek Nagórski. - Skoro ktoś obiecuje i jest przekonany, że gospodarka kraju się poprawi, to rozumiem, że mam prawo oczekiwać rzeczywistej poprawy. Stąd też więcej zbiorowych sporów w ostatnim czasie. Nie twierdzę natomiast, że związkowcy działają na niekorzyść pracodawców. Nie dopuszczamy sytuacji, w której  pracownicy wyrażaliby swoje roszczenia w stosunku do firmy znajdującej się pod przysłowiową „kreską”.
Wszystko to przypomina teorię, w myśl której rewolucje i powstania wybuchają, gdy ludziom żyje się lepiej. W tym wypadku ostatecznością są mogą być strajki. Coraz częściej dochodzi w Tczewie do zgrzytów pomiędzy związkowcami a zarządami firm. Póki co, o strajkach nikt na szczęście nie myśli.

Partner czy pasożyt
Ostatnimi przykładami konfliktów są spory zbiorowe w firmie Eaton, wcześniej głośna sprawa w Veolii.
– Kiedy związek zaproponował władzom Veolii podwyżki pracownicze w wysokości 200 zł brutto, rozbite na 2 raty, spotkało się to z odmową – tłumaczy Marek Nagórski. - Czekaliśmy 4 lata. Przeprowadzano inwestycje, pracownicy byli cierpliwi. Teraz okazuje się, że Veolia przeprowadza kolejne inwestycje. Nie jest rolą związku rozliczanie działań firmy. To nie nasz interes. Pytamy tylko czy znowu znikniemy na 4 lata z horyzontu pracodawcy.
Z kolei zarząd firmy Eaton „po cichu” podjął rozmowy w sprawie płac z częścią zatrudnionych w firmie. Nie poinformowano  o tym związkowców. Złamano tym samym podstawowe zasady współpracy. Wszelkie podwyżki powinny być konsultowane z centralą związku.
- Od kiedy jestem związany z „Solidarnością”, do dnia dzisiejszego nie spotkałem się z żadnym pracodawcą, który traktowałby związek jako partnera do rozmów - twierdzi Marek Nagórski. - Nasza obecność jest przykrą koniecznością w oczach szefostwa. Pracownicy, nie robią tego po to, aby zniszczyć firmę i własne miejsca pracy. Nigdy nie wystosujemy roszczeń w stosunku do zakładu, który ma finansowe kłopoty. Jako partner firm mamy wgląd w finanse i wiemy jak sprecyzować nasze żądania. Niestety, od lat nic się nie zmieniło w sposobie postrzegania związków zawodowych w tym kraju.
Większość podjętych do tej pory mediacji udawało zakończyć się na poziomie oddziału w Tczewie. Nie doprowadziło to w żadnym wypadku do pozostawienia miejsc pracy i podjęcia strajku. Podobnie było w przypadku zakupionej przez francuską firmę Lasaffre tczewskiej drożdżowni.
– Rzeczywiście udało się wynegocjować bardzo korzystne pakiety socjalne dla pracowników - komentuje Marek Nagórski. - Szkoda tylko, że po 30 latach pracy załoga musiała oglądać sprzedaż tej firmy.

Do związku raczej z konieczności
Związek zmaga się także z własnymi problemami. Przypadek tczewskiej „Biedronki” pokazuje stosunek pracowników do „Solidarności”. Centrala związku zawodowego sklepu znajduje się w Poznaniu. Dopóki odgórne postanowienia obowiązywały w tczewskim dyskoncie, pracownicy nie widzieli potrzeby zrzeszania się. Sytuacja w „Biedronce na Suchostrzygach zmieniła się w połowie tamtego 2007 roku.
- Musiała znaleźć się osoba, która zmobilizowała załogę i stanęła na jej czele – informuje Marek Nagórski. – Taką osobą okazała się pracownica Jolanta Kamińska. Dopóki nas samych nie dotknie krzywda ze strony pracodawcy czy jego działań, „Solidarność” nie jest nam potrzebna.  Popularne dzisiaj restrukturyzacje, zwolnienia mobilizują ludzi i zwiększają stan zrzeszonych. To oczywiste, bo związek dzięki np. pracy prawników posiada środki niezbędne do pomocy pracownikom. Na co dzień słyszymy zarzuty o upolitycznienie i pobieranie bezcelowych składek (przyp. red. 0,82 proc. stawki brutto). Ale czy dzisiaj jakakolwiek poważna rozmowa może być prowadzona bez udziału polityki? Czy można wywalczyć coś dla pracowników, nie mając własnych ludzi w parlamencie? Doskonale wiemy, że nie jest to możliwe. Być może kiedyś związek zbyt długo brnął w politycznej działalności. Dzisiaj mamy tego efekty.

Do Skandynawii nam jeszcze daleko
Przewodniczący związku zawodowego „Solidarność” w Tczewie Marek Nagórski tłumaczy jak jego zdaniem powinny wyglądać stosunki pomiędzy zawiązkami zawodowymi a partiami politycznymi.
- W Skandynawii rozwiązano ten problem w bardzo prosty sposób – dodaje M. Nagórski. - Związek zawodowy podpisuje kontrakt polityczny z partią. Kontrakt to obopólne zobowiązanie, w myśl którego, związkowcy popierają partię w wyborach, partia z kolei dba o interesy związku w przyszłym parlamencie. Jeśli nie dotrzymają zobowiązania, elektorat odchodzi. Takie dwustronne układy funkcjonują z powodzeniem w wielu krajach Europu. Chciałbym, aby związki w końcu zaczęły być traktowane w naszym kraju poważnie.

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Spotkanie z Krzysztofem Piersą – 3 listopada Spotkanie z Krzysztofem Piersą – 3 listopada Miłośnicy literatury, fantastyki i mrocznych opowieści będą mieli okazję spotkać się z Krzysztofem Piersą! 3 listopada o godz. 18:00 Miejska Biblioteka Publiczna w Tczewie zaprasza na spotkanie poświęcone literaturze, inspiracjom historycznym oraz niezwykłym historiom, które można odnaleźć w naszym regionie.Podczas wydarzenia uczestnicy przyjrzą się temu, co łączy fantasy i thriller oraz dlaczego te dwa gatunki literackie mogą tworzyć wyjątkowo interesujące połączenie. Nie zabraknie również rozmowy o historii jako źródle inspiracji do tworzenia niesamowitych opowieści. Przeszłość pełna tajemnic, niezwykłych wydarzeń i nieoczywistych wątków może stać się doskonałym punktem wyjścia dla literackiej wyobraźni.Szczególne miejsce w rozmowie zajmie Pomorze – region, którego historia, krajobrazy i lokalne tajemnice mogą stanowić znakomite tło dla opowieści z pogranicza fantastyki i thrillera. To właśnie tutaj rzeczywistość może spotkać się z fikcją, a znane miejsca zyskać zupełnie nowe, niekiedy mroczne oblicze.Spotkanie będzie okazją do poznania kulis powstawania niezwykłych historii, odkrycia literackich inspiracji oraz wspólnej rozmowy o tym, jak historia i lokalne dziedzictwo pobudzają wyobraźnię twórców. Serdecznie zapraszamy wszystkich miłośników literatury i opowieści, w których historia, tajemnica i fantazja łączą się w jedną fascynującą całość! Szczegóły wydarzenia3 listopada, godz. 18.00 Filia nr 8 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tczewie ul. Tadeusza Kościuszki 2, Stare Miasto   Data rozpoczęcia wydarzenia: 03.11.2026 18:00 – Data zakończenia wydarzenia: 03.11.2026 20:00
Reklama
Reklama

Temperatura: 7°C Miasto: Tczew

Ciśnienie: 1031 hPa
Wiatr: 6 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama