sobota, 24 października 2026 22:15
Reklama

Świątynia w ogniu. Jak tczewianie ewakuowali staromiejską farę…

Był to największy pożar w historii Tczewa po 1945 roku. I choć minęło od niego 30 lat, to nadal nie znana jest przyczyna pojawienia się ognia. Mowa o żywiole, który 29 sierpnia 1982 r. strawił drewnianą część tczewskiej fary. Niewiele brakowało, a z dymem poszłaby cała świątynia.
Świątynia w ogniu. Jak tczewianie ewakuowali staromiejską farę…

Licząca prawie 15 metrów wysokości drewniana nadbudówka wieży, zwana popularnie gołębnikiem, padła ofiarą wielkich pożarów miasta w 1433 i 1577 r. Nic nie zapowiadało, że kilka wieków później, historia się powtórzy…

Dym nad miastem

To była słoneczna niedziela. Wierni, którzy około godz. 6.45 opuszczali kościół po pierwszej tego dnia mszy świętej, nie zauważyli ognia, nie poczuli dymu. Nic podejrzanego nie zauważył też organista Henryk Droma, który po zakończonej liturgii zagrał jeszcze preludium Bacha, po czym zszedł z chóru i udał się na plebanię. Kilka minut później, jedna z osób wracających z kościoła, zauważyła z ul. Mickiewicza wydobywający się z okna gołębnika dym. Mężczyzna natychmiast pobiegł na plebanię, skąd zadzwoniono po strażaków.

- Spojrzałem przez okno, z którego było już widać płomienie ogarniające gołębnik - wspomina ks. prałat Piotr Wysga, dzisiaj proboszcz, a przed 30 laty wikary parafii pw. Podwyższenia Krzyża Św.

Żywioł szalał. Straż pożarna usiłowała nie dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia do wnętrza kościoła. Było to trudne, bo nie dysponowali odpowiednio wysoką drabiną. Dodajmy, że taką tczewska straż otrzymała… dopiero kilka lat temu. Paradoksalnie, dzięki zbyt krótkim drabinom, nie doszło do zalania i zarwania sklepienia nawy głównej. Unoszący się nad Starówką dym był widoczny z terenu całego miasta, nie zabrakło więc i wielu gapiów.

- Wstałem rano, spojrzałem z okna mojego mieszkaniu na 8. piętrze wieżowca i ujrzałem dym unoszący się z wieży - opowiada ówczesny prezydent Tczewa Czesław Glinkowski. - Był to stan wojenny i jechałem na naradę do wojewody. Zadzwoniłem do straży. Umówiłem się z kierowcą, że spotkamy się na pl. Hallera, skąd pojedziemy do Gdańska. Gdy pojawiłem się miejscu trwała już akcja ratunkowa. Zleciłem mojemu zastępcy Hubertowi Andrzejewskiemu obowiązki wynikające z tej sytuacji.

Gdzie jest gotycka Pieta?

Początkowo wiatr wiał od strony wschodu. Istniały obawy, że płomienie przeniosą się na sąsiednie budynki. W końcu jego kierunek się zmienił, ale płonące belki zaczęły spadać na dach nawy głównej.

- Krzyknąłem do obecnych, żeby ewakuować kościół i wszystko co się da wynieść do kościoła szkolnego - mówi ks. Piotr Wysga. - Ludzie ustawili się jeden za drugim podając sobie z rąk do rak wyposażenie kościoła. Wyniesiono ołtarze, konfesjonały, rzeźby, nawet ciężkie stacje Drogi Krzyżowej, z których powtórnym powieszeniem mieliśmy ogromny problem, nawet przy pomocy rusztowań. Jak ludzie je wynieśli gołymi rękoma nie mam pojęcia. Nie wiem też, jak udało się wynieść obrazy z ołtarza głównego. Ławki ustawiliśmy w prezbiterium.

Z kościoła wyniesiono też tabernakulum, choć ks. Wysga prosił innego wikarego tylko o zabranie Eucharystii. Zdobioną skrzynię musiało nieść aż czterech mężczyzn. Pojawiły się obawy, że część cennych zabytków zaginie w ogromnym zamieszaniu. Miesiąc później, w protokole opisującym stan zachowania wyposażenia fary, konserwatorzy sztuki stwierdzili „zgodność ilościową snycerki, obrazów i świeczników z ewidencją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku”. Odnotowano tylko pęknięcia i odłamania snycerki podczas demontażu i ratowania zabytków.

- Nic nie zginęło, a nawet dwa aniołki były nadto - uśmiecha się ksiądz proboszcz. - Zastanawiałem się, gdzie schować naszą najcenniejszą rzeźbę, gotycką Pietę. W końcu poprosiłem znajomego pana, aby zawiózł ją do swojego domu i popilnował. Na drugi dzień przyjechał biskupi konserwator ks. Liedtke z pytaniem, gdzie Pieta. Mówię, że jest zachowana, że stoi… i nagle, o Matko Boska, gdzie ona teraz jest? W tym zamieszaniu całkiem o niej zapomniałem. Na strychu nie było, wikariusze też nie wiedzieli, gdzie jest. Po kilku dniach przychodzi tamten parafianin i mówi: „Proszę księdza, ja trzy dni urlopu wziąłem i pilnuję tej figury, ale nie chcą mi dać więcej wolnego. Mam dalej pilnować? Jakiej figury? No tej Matki Bożej, którą ksiądz kazał mi zabrać. Pomyślałem: dzięki Bogu, odnalazła się”.

Odbudować bez drewna

Około godz. 11.30 gołębnik runął do wnętrza wieży. Dogaszanie pożaru trwało do godzin wieczornych. Spaliła się też drewniana klatka schodowa dzwonnicy, częściowemu zniszczeniu uległy organy, całkowicie stopiły się cztery dzwony. Fragment największego z nich, „Kazimierza”, runął na ulicę.

- Nasz proboszcz ks. dr Wacław Preis był akurat na urlopie w Jastarni - mówi ks. prałat. - Pojechaliśmy do niego tego samego dnia z ks. Stanisławem Cieniewiczem i dr Antonim Klawińskim, który na wszelki wypadek wziął ze sobą zestaw reanimacyjny i lekarstwa. Z Miłobądza było widać, jak z wieży unosi się jeszcze dym. Ks. Preis powiedział: „Jezus Maria, jednak to się wszystko spaliło”.

Ks. Wysga otrzymał od biskupa zadanie odbudowy wieży. Najpierw należało usunąć zgliszcza, czym zajęli się alpiniści z klubu wysokogórskiego z Trójmiasta, którzy jako jedyni dysponowali sprzętem umożliwiającym dostanie się na szczyt. Wieżę udało się odbudować dzięki cegiełkom, które kupowali ludzie, oraz wypłacie ubezpieczenia. W zdobyciu materiałów budowlanych i sprzętu pomogły władze miasta. Już 21 października specjalna komisja uznała, że trzon wieży nie powinien zostać odbudowany w drewnie, ale należy zachować czterospadowy dach nadbudówki. W listopadzie wymieniono belki dachu nad nawą główną, które pokryto deskami i papą, a 20 listopada założono betonową ławę pod schody i pierwszy strop wieży.

- Ludzie sami przychodzili pracować przy odbudowie od rana do nocy, niektórzy po swojej pracy - podkreśla nasz rozmówca. - Chcieliśmy jak najszybciej zadaszyć wieżę, aby deszcze nic nie zniszczyły. Harcerze mieli też dyżury przy pompach, gdyby deszcz zalał kościół. Były garkuchnie i stołówki dla pracujących. 7 grudnia 1985 r. biskup chełmiński Marian Przykucki poświęcił nowe dzwony – „Maryję”, „Odkupiciela Człowieka”, „Jana Pawła II” oraz „Wacława”, które zawisły na odbudowanym, tym razem już ceglanym szczycie wieży.

Podpalono, czy zawiniły gryzonie?

Równe dwa miesiące po pożarze Prokuratura Rejonowa w Tczewie postanowiła umorzyć śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania pożaru wobec braku dostatecznych dowodów popełnienia przestępstwa. Sumę strat oszacowano na około 16 mln zł (dzisiaj to blisko 4,8 mln zł). Jednoznacznie na temat przyczyny pożaru nie potrafili się wypowiedzieć ani biegły ds. elektrotechniki ani ds. pożarnictwa, który wśród możliwych czynników wymienił: wadę instalacji, samozapłon i działalność gryzoni. W zgliszczach znaleziono otwarty zamek do drzwi prowadzących na wieżę. Nie udało się jednak wyjaśnić w czasie śledztwa dlaczego zwyczajowo zamknięte drzwi były w dniu pożaru otwarte.

- Przyczyną pożaru na pewno nie było zwarcie instalacji elektrycznej, którą wymieniono kilka lat wcześniej - dodaje ks. Wysga. - Potwierdzili to rzeczoznawcy z Politechniki Gdańskiej, a bez ich opinii nigdy nie dostalibyśmy odszkodowania. Pożar miał miejsce w przeddzień rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. Na placu św. Grzegorza miał się odbyć wiec „Solidarności”. Tego dnia podobno w Polsce paliły się też cztery inne kościoły…



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

JS 29.08.2012 10:48
Towarzystwo Miłośników Ziemi Tczewskiej zaprasza na spotkanie ''Tczewska Fara" Multimedialny spacer po kościele Św. Krzyża pod patronatem wice-dziekana prałata ks. Piotra Wysgi w 30 rocznice pożaru fary! Wstęp wolny! fabryka Sztuk ul. 30 stycznia 4 dzisiaj godz. 18.00

Henryk VIII 29.08.2012 10:32
A ja nie pamiętam, bo miałem 2 latka. Fajna fotka nieźle się jara :1

Algol 29.08.2012 10:00
Pamiętam ten pożar. Miałem wtedy 6 lat.

Reklama
Tczewski Bal Świętych 2026 z jubileuszem Biedronek i Gabi Gąsior czyli POZWÓL ZABRAĆ SIĘ DO NIEBA! Tczewski Bal Świętych 2026 z jubileuszem Biedronek i Gabi Gąsior czyli POZWÓL ZABRAĆ SIĘ DO NIEBA! Mieszkańcy Tczewa po raz czternasty spotkają się, aby w radosnej i rodzinnej atmosferze wziąć udział w Tczewskim Balu Świętych. Wydarzenie odbędzie się w sobotę, 31 października 2026 roku. Wszystko rozpocznie się o godzinie 16.00 pod kościołem św. Józefa, skąd wyruszy barwny i rozśpiewany Korowód Świętych i Aniołów.Organizatorzy gorąco zachęcają uczestników – szczególnie tych najmłodszych – do przygotowania strojów oraz transparentów promujących wartości wiary i świętości.Finał wydarzenia zaplanowano w tym roku w parku za Centrum Kultury i Sztuki. Na scenie odbędzie się wyjątkowy Koncert Jubileuszowy z okazji 35-lecia Chóru Dziecięcego Biedronki. Wyjątkową oprawę muzyczną zapewnią goście specjalni: Gabi i Wojciech Gąsior – cenieni artyści oraz znane postacie polskiej sceny muzyki chrześcijańskiej. Na uczestników czekają również wspólne tańce i poczęstunek w postaci tradycyjnej zupy z dyni.Wydarzenie odbywa się pod hasłem: „Pozwól zabrać się do nieba, tam karnawał wiecznie trwa!”.Patronat honorowy: Prezydent Miasta Tczewa Łukasz Brządkowski, Starosta Tczewski Mirosław Augustyn.Sponsorzy i partnerzy: Miasto Tczew, Powiat Tczewski, ZUOS Tczew, ZWiK Tczew, ZUK Tczew, Zespół Szkół Katolickich w Tczewie, Powołani do Miłości, CKiS Tczew, Restauracja Piaskowa, CKZ Nauka, ZUP Starówka. Wydarzenie objęte jest patronatem Gazety Tczewskiej portalu Tczewska.pl   31.10.2026 godz. 16.00Tczewski Bal Świętych 2026Wymarsz spod kościoła św. Józefa  Data rozpoczęcia wydarzenia: 31.10.2026 16:00 – Data zakończenia wydarzenia: 31.10.2026 19:00
Reklama
Reklama