wtorek, 27 stycznia 2026 18:41
Reklama
Reklama

Niezwykłe przygody kucharza z Tczewa. O tych wojażach było głośno w National Geographic

Piraci, skarby, morskie przygody i kucharz z Tczewa. Co łączy te cztery rzeczy? Osoba Leszka Lipskiego, na co dzień kucharza Restauracji Piaskowa. Pływał na jednostce szukającej zatopionych wraków oraz ukrytych kosztowności. Innym razem ścigał piratów. Zwiedził świat wzdłuż i wszerz. Na kilka dni przed Wielkanocą opowiada Gazecie Tczewskiej jak wygląda świętowanie na jednostce pełnej międzynarodowego towarzystwa.
Niezwykłe przygody kucharza z Tczewa. O tych wojażach było głośno w National Geographic

- Kiedy zaczęła się ta przygoda na morzu?

- Na statkach zacząłem pływać krótko po skończeniu szkoły gastronomicznej, jeszcze w latach 70. Na początku zaciągnąłem się do Polskich Linii Oceanicznych, w których pływałem prawie 20 lat. Niestety linie upadły i z ponad 170 statków handlowych zostało kilka. Nie czekając, poszedłem do pracy zagranicą. Po latach stwierdziłem, że wiek już nie ten i pół roku na morzu to dla mnie za dużo. Osiedliłem się na lądzie. Pracuję w Tczewie, na miejscu, kilka przystanków od domu. W sumie pływałem ok. 30 lat. Zwiedziłem świat wzdłuż i wszerz. Byłem na każdym kontynencie. Praca kucharza wyglądała tak: latałem w różne części świata, w portach wchodziłem na pokład i przez sześć miesięcy pracowałem od godz. 7 do godz. 19. Każdego dnia. Nie miałem ani jednego dnia wolnego. Dopiero, gdy w drzwiach stanął mój zmiennik, mogłem odwiesić fartuch i zejść z pokładu. Potem po ok. 6 miesiącach znowu wracałem i tak przez 30 lat. Najtrudniejsze były święta, kiedy wiedziałem, że nie spotkam się z rodziną - żoną i dziećmi.

- Jak takie święta wyglądają na morzu?

- To ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, gdy ma się międzynarodową załogę. Na statku handlowym, na którym ja pływałem, było pięć narodowości: Polacy, Niemcy, Francuzi, Amerykanie i wyspiarze, czyli mieszkańcy Oceanii. Każdy ze swoimi zwyczajami i kuchnią. Jakoś tak wyszło, że przeze mnie święta były bardziej Polskie. Przygotowywaliśmy się do nich znacznie wcześniej. Rózgi bzowe i bazie wkładaliśmy do chłodni. Mleko czy mięso kupowaliśmy na bieżąco w portach, ale flaki do kiełbasy były brane od nas i mrożone. Wśród załogi zawsze znalazła się taka złota rączka, która np. potrafiła zrobić z beczki wędzarnię, w której sam wędziłem kiełbasę czy szynkę. Byłem masarzem, cukiernikiem, piekarzem i kucharzem w jednym. Wszystko robiliśmy sami. Na stole była biała kiełbasa, babki, makowce, jajka na wiele sposobów, żurek na wcześniej przygotowanym zakwasie. O dziwo, wszyscy jedli nasze świąteczne jedzenie i nikt nie narzekał. Dla Niemców najważniejszy jest Wielki Piątek. Wtedy zasiadają do stołów i biesiadują. Ile razy im natłumaczyłem, że dopiero w sobotę, po południu mogę im coś wydać, bo to na święta... Post też obchodziliśmy każdy na swój sposób. Na wielkanocne śniadanie było wszystko gotowe: patery z wędlinami, ciastami, jajkami, misy z żurkiem. Do stołu zasiadaliśmy wszyscy ubrani w stroje galowe. (...)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

ilo 27.06.2018 23:44
Takich wielkich, skromnych ludzi należy doceniać za życia. Patriotyzm ma różne oblicza.

Gosia 30.03.2018 21:31
Pozdrawiam ziomka, całe wieki Was nie widziałam aż natknęłam się na ten artykuł. Pozdrawiam

Renia L 30.03.2018 22:53
Dziekujemy za pozdrowiienia. i wzajnie.....szukamy w pamieci ...kto ? Czyzby Gosia Palen?

Renata L. 30.03.2018 10:02
..I co by nie mówić....jestesmy po prostu dumni z naszego Lesia!

Dziękuję Tato 29.03.2018 23:21
Mój Tata.... :))))) Padre.... jesteś największy kozak....i dziękuję Ci za każdy dzień Twojej ciężkiej pracy, by nam bylo jak najlepiej.

leon 29.03.2018 22:56
Ale super. Tacy ludzie są niesamowici. Przechodzimy obok nich na mieście i nawet nie zdajemy sobie sprawy jakie historie noszą na plecach. BRAWO

Dorota 29.03.2018 14:07
Szacun dla Pana

Paweł Sz. F.H. Bertling 29.03.2018 12:49
Byłem z Leszkiem na dwóch albo trzech kontraktach, super człowiek i bardzo dobry kucharz, pozdrawiam serdecznie.

Reklama
Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Miłośnicy regionalnych przysmaków mogą już zapisywać datę w kalendarzu. W dniach 28 lutego – 1 marca 2026 roku odbędzie się druga edycja Festiwalu Smaków Regionalnych. Organizatorzy zapowiadają jeszcze więcej wystawców, nowych smaków i wyjątkowy klimat, który przyciągnie zarówno smakoszy, jak i całe rodziny.Po sukcesie pierwszej edycji Festiwal Smaków Regionalnych powraca w jeszcze większym wydaniu. Przez dwa dni odwiedzający będą mogli spotkać lokalnych producentów z różnych regionów Polski, spróbować tradycyjnych wyrobów oraz poznać historie kryjące się za ich recepturami.Na uczestników czekać będą m.in. sery, miody, pieczywo, wędliny i wiele innych regionalnych specjałów. Jak zapowiadają organizatorzy, w tym roku wydarzenie zostanie rozszerzone o nowe strefy tematyczne oraz większą przestrzeń wystawienniczą, co ma zapewnić jeszcze lepszy komfort zwiedzania i zakupów.– To wydarzenie dla wszystkich, którzy cenią dobrą, autentyczną kuchnię i produkty tworzone z pasją. Jedno jest pewne – nikt nie wyjdzie stąd głodny – zapowiadają organizatorzy.Festiwal Smaków Regionalnych to nie tylko okazja do zakupów, ale też do kulinarnej podróży po Polsce i spotkań z ludźmi, którzy stoją za wyjątkowymi produktami.Osoby zainteresowane udziałem w wydarzeniu mogą już teraz śledzić informacje organizatora w mediach społecznościowych i zaznaczyć swoją obecność na wydarzeniu, aby być na bieżąco z kolejnymi ogłoszeniami.Data rozpoczęcia wydarzenia: 28.02.2026
Reklama