niedziela, 1 lutego 2026 06:36
Reklama
Reklama

Piękne, świąteczne wspomnienia: magia rezurekcji, jedzenie skorupek i nogi w... gazetach!

Podczas wielkanocnego konkursu zapytaliśmy panie z Kół Gospodyń Wiejskich, jak wspominają Święta Wielkanocne z czasów swojego dzieciństwa. Czy na przestrzeni lat tradycje uległy zmianom?
Piękne, świąteczne wspomnienia: magia rezurekcji, jedzenie skorupek i nogi w... gazetach!

Autor: (MD)

Zofia Czarnowska
KGW w Piecach


„Nogi obwiązywałyśmy gazetami”

Mam wiele wspomnień związanych z Świętami Wielkanocnymi, ponieważ do tych świąt przygotowywano się przez długi czas. Przed świętami piekło się ciasta. Moja mama była bardzo dobrą kucharką i zawsze jej pomagałam w kuchni. Tydzień wcześniej piekło się kruche mazurki, ozdabiane owocami, podobne do tych współczesnych. Przed świętami mama przygotowywała wydmuszki, żeby na święta znalazły się już na stole. Barwiono je gotując w cebuli, w buraczkach. Śniadanie wielkanocne oczywiście było wspólne i bardzo rodzinne, dzieliliśmy się jajkiem. Na obiad był żurek, na deser ciasta - oczywiście baba. Natomiast w drugi dzień świąt odwiedzaliśmy się w domu, w dalszych rodzinach. Ale wczesnym rankiem, chłopcy chodzili i nie lali wodą, tylko śmigus-dyngus, czyli bicie dziewczyn rózgami z brzozy bądź jałowcem. Dziewczyny oczywiście uciekały. Obwiązywały nogi gazetami, żeby miej bolało. Gdy chłopcy zorientowali się, bili jeszcze mocniej. Uroku świętom dodawały rezurekcja o szóstej rano, bo wszystko budziło się do życia. Teraz w niektórych kościołach obchody te zmieniły się i czuwa się o północy.
 

Krystyna Kamińska
KGW w Pinczynie

„Kościół trzy razy dookoła”

Rano w niedzielę tradycyjnie jedliśmy całą rodziną uroczyste śniadanie wielkanocne. Tak jak teraz dzieliliśmy się jajkiem. Najbardziej uwielbiałam rezurekcję, mszę wcześnie rano, o szóstej. Niegdyś obchodzono ją bardzo uroczyście. Za mojej młodości podczas rezurekcji wychodziła procesja z wszystkimi parafianami. Zgodnie z obrządkiem trzeba było trzy razy obejść kościół dookoła, co jakiś czas się klękało. We mszy brało udział wielu parafian. Pamiętam, że jeszcze wszyscy ludzie nie zdążyli wyjść z kościoła, a początek procesji już zdążył zrobić jedno okrążenie. Robiło się swego rodzaju kółeczko. Niestety, teraz ta praktyka zanika, obchodzi się nią podobnie jak pasterkę. Natomiast droga krzyżowa była odprawiana skromniej, w dzisiejszych czasach obchodzi się nią pochodem ulicami miasta. W Wielki Poniedziałek obowiązywał szmaguster - rano chłopcy przychodzili do domów i bili dziewczyny brzozowymi, albo jałowymi rózgami.

 

Grażyna Gliniecka
KGW w Karolewie

„Jajko koniecznie ze skorupką!”


W pierwszy dzień świąt było tradycyjne śniadanie wielkanocne. Wszyscy razem siadaliśmy do stołu, tak samo jak na Boże Narodzenie tylko, że rano. Mama dzieliła to, co zostało poświęcone w sobotę w koszyku. W koszyku wszystko musiało być swojskie, moi rodzice nigdy nic nie kupowali. Musiał być chrzan, który był zawsze tarty ręcznie, swojskie masło, kawałek kiełbaski, sól i pieprz i ciasta. Jajko trzeba było zjeść razem ze skorupką, ponieważ ona też była poświęcona. Drugi dzień świąt to było szaleństwo. Godziliśmy się nie tylko z wodą, ale też z jałowcem. Szukanie koszyczków rano... Mama zawsze mówiła: „Oj jak będziecie grzeczne, to zając może wam coś przyniesie! A jak nie, to za uszy wytarga.” Zazwyczaj dostawaliśmy słodycze. Koszyki były zawsze schowane gdzieś przy stodole: za stodołą, w stodole, w sianie. Była to naprawdę niesamowita frajda - jak tylko otworzyliśmy oczy lecieliśmy szukać, nawet w piżamie. Gdy szukaliśmy koszyków, zawsze ktoś siedział u góry na stodole, albo na maszynie i czekał z butlą wody. Do dziś mój mąż szaleje z wnukami, a wcześniej z naszymi dziećmi. Na początku zawsze była niespodzianka, a na następny rok dzieci zaczęły się wyganiać, kto ma pierwszy wejść.

Zdj: Grażyna Gliniecka (po prawej): W koszyku wszystko musiało być swojskie, moi rodzice nigdy nic nie kupowali.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Festiwal Smaków Regionalnych wraca! Druga edycja już na przełomie lutego i marca 2026 Miłośnicy regionalnych przysmaków mogą już zapisywać datę w kalendarzu. W dniach 28 lutego – 1 marca 2026 roku odbędzie się druga edycja Festiwalu Smaków Regionalnych. Organizatorzy zapowiadają jeszcze więcej wystawców, nowych smaków i wyjątkowy klimat, który przyciągnie zarówno smakoszy, jak i całe rodziny.Po sukcesie pierwszej edycji Festiwal Smaków Regionalnych powraca w jeszcze większym wydaniu. Przez dwa dni odwiedzający będą mogli spotkać lokalnych producentów z różnych regionów Polski, spróbować tradycyjnych wyrobów oraz poznać historie kryjące się za ich recepturami.Na uczestników czekać będą m.in. sery, miody, pieczywo, wędliny i wiele innych regionalnych specjałów. Jak zapowiadają organizatorzy, w tym roku wydarzenie zostanie rozszerzone o nowe strefy tematyczne oraz większą przestrzeń wystawienniczą, co ma zapewnić jeszcze lepszy komfort zwiedzania i zakupów.– To wydarzenie dla wszystkich, którzy cenią dobrą, autentyczną kuchnię i produkty tworzone z pasją. Jedno jest pewne – nikt nie wyjdzie stąd głodny – zapowiadają organizatorzy.Festiwal Smaków Regionalnych to nie tylko okazja do zakupów, ale też do kulinarnej podróży po Polsce i spotkań z ludźmi, którzy stoją za wyjątkowymi produktami.Osoby zainteresowane udziałem w wydarzeniu mogą już teraz śledzić informacje organizatora w mediach społecznościowych i zaznaczyć swoją obecność na wydarzeniu, aby być na bieżąco z kolejnymi ogłoszeniami.Data rozpoczęcia wydarzenia: 28.02.2026
Reklama